nieruchomoscipodlaskie.pl

Kuchnia, w której nie wolno gotować

O tym, jak przestaliśmy gotować, a kuchnie stały się pokojem na pokaz

Kuchnia na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat przestała być miejscem, które służy wyłącznie przyrządzaniu domowych posiłków. Dziś jest miejscem, które się chętnie pokazuje. Awans społeczny kuchni sprawił, że stała się sercem domu, tłem do zdjęć i… dowodem na pewien styl życia. Gdzieś po drodze na szczyt zatraciła jednak coś, co jeszcze nie tak dawno było jej atrybutem: bezwstydną, brudną, tłustą funkcjonalność.

Czy to piękno jest problemem?

Oczywiście, że nie. W zasadzie, ciężko tu mówić o konkretnym problemie. Fakty są następujące: pokolenie Z gotuje rzadziej niż millenialsi i boomerzy, a popularność diet pudełkowych stale rośnie. Do tego trzeba dorzucić jeszcze zmianę stylu życia młodych dorosłych – dziś dwudziestopięcio latkowie to raczej osoby, które dużo pracują, a resztę czasu poświęcają na hobby, podróże i spotkania towarzyskie. Nie zakładają rodzin tak chętnie i ,,wcześnie”, jak ich rodzice czy dziadkowie. Z tym wszystkim wiążą się konsekwencje, które widać w kuchni i tym, jak ją urządzają.

Godziny spędzone codziennie na zakupach, gotowaniu i sprzątaniu to godziny, których młodzi dorośli często nie mają w swoim planie dnia – albo świadomie przeznaczają je na coś innego. Dlatego ich kuchnie – choć piękne – zwykle nie są funkcjonalne. Jest to jednak jak najbardziej w porządku, w końcu młodzi i tak nie korzystają z nich często. Nie potrzebują tysiąca szafek, akcesoriów czy garnków. Problem pojawia się dopiero, gdy ktoś, kto gotuje na co dzień, postanawia zainspirować się kuchnią z Instagrama osoby, która tego nie robi.

Historia kuchni: od ,,brudnego zaplecza” po idealne tło kadrów

Przez większość czasu kuchnia była miejscem schowanym – w zamożnych domach niemal całkowicie odizolowanym od reszty, a w skromniejszych po prostu osobnym pomieszczeniem na końcu domu, gdzie działy się rzeczy ,,nieładne”, ale niezbędne. Kuchnia, do czasu modernizmu, kojarzona była jako pokój roboczy.

Zmiana nadeszła, gdy popularność zyskały otwarte przestrzenie – przeciwieństwo postkomunistycznych mieszkań, które bez względu na metraż, zawsze wydawały się ciasne i duszne. Kuchnia wyszła wówczas z ukrycia i stanęła na środku sceny… a wtedy zaczęto oceniać ją wzrokiem, a nie przez pryzmat tego, co się w niej przyrządzało.

Równolegle do tej zmiany odbywała się jeszcze jedna, równie istotna w kontekście tego, jak ewoluował obraz kuchni: rozwój telewizji i internetu. Książki kuchenne zostały przyćmione programami kulinarnymi, które pokazywały, jak upiec puszysty sernik z rodzynkami czy przygotować sos idealny do każdej pieczeni – oczywiście w ,,idealnej” kuchni. Po czasie jednak przenieśliśmy uwagę na internet pełen przepisów i filmików ,,krok po kroku” – głównie dlatego, że (o ironio!) nagrywały je ,,zwyczajne” osoby, które gotowały u siebie w domu, a nie studyjnej kuchni.

Po czasie jednak influencerzy zaczęli walczyć o uwagę widza czymś więcej niż tylko jakością i oryginalnością przepisów. W sieci zaczęły pojawiać się filmy na tle ,,idealnej” przestrzeni – czystej, uporządkowanej i minimalistycznej. Bez dziesięciu szafek wiszących, które odwracały uwagę od blendera za cztery tysiące złotych czy patelni tak lśniącej, jakby została kupiona tego samego dnia. Instagram dał każdemu scenę – nie tylko do dzielenia się z innymi przepisami, ale także do chwalenia się kuchnią, sprzętem i czystością, które zwykle nie mają wiele wspólnego z codziennością.

Estetyka cudzego życia

Istnieje pewien mechanizm psychologiczny, który działa cicho i skutecznie: naśladujemy styl życia, który podziwiamy – przynajmniej do czasu, aż okazuje się, że nie jest tak wygodny, jak nasz dotychczasowy.

Widzimy na przykład piękną kuchnię… otwarte półki ze słoikami i ładnymi etykietami, czarne matowe fronty, minimalistyczne uchwyty – i tego chcemy. Niekoniecznie dlatego, że planujemy gotować jak ktoś z tego zdjęcia. Często po prostu dlatego, że to wygląda jak życie, które chcielibyśmy mieć. Albo życie, które wypada mieć.

Kuchnia katalogowa zakłada pewien tryb życia i warto zdać sobie z tego sprawę, zanim zostaniemy z nią na lata przepełnione frustracją. Przede wszystkim zakłada, że gotowanie jest czynnością sporadyczną i kontrolowaną. Że raczej kroisz owoce, a nie tłuczesz schab. Że sprzątasz na bieżąco, nie masz dzieci i nie potrzebujesz dużo miejsca do przechowywania sprzętu kuchennego. Dla pewnej grupy to autentyczny opis ich codzienności, ale dla wielu z nas – tylko płonne marzenia.

Nie powinniśmy dostosowywać swojego życia do kuchni, tylko na odwrót. Dlatego nie warto podążać ślepo za trendami i zachwycać się przestrzeniami jak z Instagrama – zamiast tego wyznacz własną ścieżkę i stwórz kuchnię dopasowaną do Twoich potrzeb. Dlaczego? Bo elementy, którymi się zachwycasz wcale nie są doskonałe!

Marmurowe blaty w przestrzeniach roboczych

Marmur jest symbolem wielu inspiracji – od wieków kojarzy się z luksusem, trwałością i powagą. Niegdyś można było spotkać ten materiał w pałacowych łazienkach, kościołach czy na nagrobkach. Dziś jest elementem, który chętnie zapraszamy do domów – także do kuchni. Kamień wygląda chłodno i elegancko, a dzięki temu bosko się fotografuje – szczególnie przy naturalnym świetle, gdy jest tłem białego kubka z czarną kawą…

Z marmurowym blatem jest jednak jeden problem: materiał ten jest wapieniem. To skała osadowa – porowata, wrażliwa na kwasy. Ocet ją niszczy, a sok z cytryny zostawia ślad. Czerwone wino wchłania się w nią nieodwracalnie. Gorący garnek może spowodować pęknięcie termiczne. Na ogół kuchnia, w której gotuje się codziennie, jest dla marmuru raczej wrogim środowiskiem.

Jednak dla coraz większej części Polaków, którzy kupują go do kuchni, nie stanowi to problemu. To w dużej mierze osoby, które nie gotują na co dzień lub robią to tak rzadko i oszczędnie, że marmur przez lata pozostanie nienaruszony. Wówczas trzeba przyznać, że jest to rozwiązanie całkiem racjonalne. Ale jeśli jesteś osobą, która na co dzień coś smaży, dusi i gotuje obiady dla czteroosobowej rodziny – poważnie zastanów się, czy dla efektu wizualnego zaryzykujesz niemałą inwestycję w coś, co zaraz może się zniszczyć.

Otwarte półki i inne ,,piękne” pomysły

Otwarte półki w kuchni to jeden z tych trendów, który wygląda absolutnie przekonująco na zdjęciu, ale bywa udręką w użytkowaniu. Wszystko, co stoi na otwartej półce przy kuchence, pokrywa się tłustym nalotem. Nie jest to kwestia niedbalstwa czy rzadkiego sprzątania, tylko… fizyka. Podczas gotowania woda paruje, tłuszcz unosi się w powietrzu i osiada na wszystkim w zasięgu. Słoiki z przyprawami, miski, talerze – po tygodniu intensywnego gotowania wszystko jest lepkie i zakurzone. Jeśli ktoś gotuje okazjonalnie, to rzeczywiście te słoiki z ładnymi etykietami mogą stać tygodniami w nienaruszonym, fotograficznym porządku. Zastanów się tylko, czy to odpowiada Twojemu stylu życia.

Podobna logika dotyczy matowych frontów szafek, które są synonimem nowoczesnej elegancji. Tylko, że mat wymaga ciągłej pielęgnacji. Widać na nim każdy odcisk palca, a nawet mała kropla tłuszczu zostawia ślad, którego usunięcie nie jest tak proste, jak przy frontach wykończonych na połysk. Jeśli nie masz w zwyczaju przecierać szafek na bieżąco, Twoje fronty nie będą prezentować się jak na zdjęciach w katalogach.

Kolejnym elementem wystawowych kuchni są fronty bez uchwytów lub z chwytem wpuszczanym w górnej krawędzi. Prezentują się minimalistycznie i pięknie, ale potrafią także być zwyczajnie irytujące. Pomijając mechanizmy typu press-on, które szybko się psują, są niepraktyczne przy mokrych lub tłustych rękach – zwłaszcza, jeśli do tego wybierzemy matowe wykończenie frontów.

To nie są złe produkty. Po prostu są zaprojektowane dla określonego stylu życia, przez co sprawiają kłopot dla tych, którzy kupili je tylko ze względu na estetykę.

Nie podążaj ślepo za ,,perfekcją”

To, że kochasz gotować, nie oznacza, że nie możesz mieć pięknej kuchni. Są materiały, które łączą estetykę z praktycznymi rozwiązaniami. Ale żeby po nie sięgnąć, musisz zacząć od odpowiedniego pytania: Jak wygląda Twoje życie i czego potrzebuje kuchnia, żeby się do niego dostosować?

Jeśli przyznajesz, że częściej zamawiasz jedzenie niż gotujesz albo jesteś na diecie pudełkowej i nie zamierzasz prędko z niej zrezygnować – kuchnia katalogowa będzie dla Ciebie odpowiednim wyborem. Uczciwa, spójna z trybem życia, który prowadzisz i przede wszystkim dopasowana do niego.

Twoja odpowiedź brzmi inaczej? Masz dzieci, gotujesz sześć dni w tygodniu, smażysz, dusisz i pieczesz? Zanim sięgniesz po katalog, zastanów się, czyje życie on opisuje. Bo kuchnia, która pasuje do stylu życia, którego nie prowadzisz, jest tylko dekoracją. Bardzo ładną i na dłuższą metę męczącą. Niestety, prędzej czy później dostrzeżesz, że coś, za co zapłaciłeś dużo pieniędzy, nie spełnia swojego zastosowania. Nie dlatego, że jest złe… tylko dlatego, że nie jest Twoje.