nieruchomoscipodlaskie.pl

Dziedziczenie udziału w nieruchomości w praktyce: problemy i rozwiązania

Współwłasność rodzinna – cicha bomba zegarowa

Babcia zostawiła w spadku dom. Troje dzieci dziedziczy go w równych częściach. Tylko, że jedno z nich już od lat mieszka za granicą, drugie wyprowadziło się do Białegostoku, a trzecie zostało na miejscu i dba o nieruchomość. Mija kilka lat. Dom wymaga remontu. Ktoś chce go sprzedać, ktoś inny – nie. Jedno z trojga dzieci nawet nie odpowiada na telefony. Brzmi znajomo? W Polsce takich sytuacji są tysiące. I każda z nich jest potencjalnym konfliktem rodzinnym, który z biegiem czasu narasta niczym niespłacone odsetki.

Współwłasność nieruchomości powstała po śmierci bliskiej osoby to jeden z najczęstszych problemów prawno-rodzinnych. Na Podlasiu, gdzie tradycja przekazywania domu lub gospodarstwa dzieciom jest wciąż silna, a prawo spadkowe często jest traktowane jak kwestia, która ,,sama się ureguluje”, problem ten jest powszechny.

Jak powstaje współwłasność nieruchomości?

Punkt wyjścia jest zawsze ten sam: śmierć właściciela nieruchomości bez testamentu albo z testamentem, który zakłada równy podział domu między spadkobiercami. W Polsce, jeśli spadkodawca nie sporządził testamentu, majątek dzieli się między spadkobierców ustawowych – współmałżonka i dzieci, a gdy tych nie ma, na dalszą rodzinę – zgodnie ze ściśle określoną hierarchią Kodeksu cywilnego.

Pierwszym krokiem jest przeprowadzenie postępowania spadkowego – notarialnego lub sądowego – które formalnie stwierdza, kto i w jakim udziale dziedziczy. Śmierć właściciela nie powoduje automatycznego przejścia własności na spadkobierców w sensie formalnym. Do czasu zakończenia tego postępowania nikt ze spadkobierców nie może skutecznie rozporządzać nieruchomością – sprzedać jej, zaciągnąć na nią kredytu ani wyremontować na własną rękę z wiążącą decyzją dla wszystkich.

To właśnie ten moment bywa pułapką. Rodziny odkładają postępowanie spadkowe ,,na potem”. Nikt nikomu nie przeszkadza, jeden z rodzeństwa nadal mieszka w domu, opłaca podatki, dba o podwórko. Mija rok, dwa, pięć lat. I nagle – ktoś chce sprzedać swój udział, ktoś inny umiera i jego część trafia do kolejnych spadkobierców, a liczba współwłaścicieli zamiast maleć, rośnie. W skrajnych przypadkach jedno nieduże mieszkanie ma kilkanaście osób uprawnionych, rozsianych po całym kraju, a nawet za granicą.

Nie ma ogólnopolskich statystyk pokazujących, ile nieruchomości w Polsce ma nieuregulowany stan prawny z tego powodu. Eksperci są zgodni, że skala jest ogromna – a największe problemy koncentrują się na gruntach rolnych i nieruchomościach na wsiach oraz w małych miastach – a właśnie w takie obfite jest Podlasie.

Współwłasność w praktyce

Kiedy nieruchomość ma kilku współwłaścicieli, każdy z nich jest właścicielem swojego ułamkowego udziału – na przykład jednej trzeciej, jednej czwartej czy jednej ósmej całości. Brzmi to abstrakcyjnie, bo udziału tego nie można wskazać palcem na mapie ani fizycznie wydzielić bez formalnego podziału. W praktyce każda większa decyzja dotycząca nieruchomości wymaga – przynajmniej formalnie – zgody wszystkich współwłaścicieli.

Kodeks cywilny rozróżnia jednak czynności zarządu zwykłego i przekraczające zwykły zarząd. Te pierwsze – bieżące naprawy, opłaty, drobna konserwacja – można podejmować na zasadzie większości udziałów. Te drugie – sprzedaż, wynajem, gruntowny remont, ustanowienie hipoteki, zmiana przeznaczenia nieruchomości – wymagają zgody wszystkich współwłaścicieli. Jeden współwłaściciel może zablokować sprzedaż całości. Jeden może uniemożliwić wynajęcie domu, który stoi pusty. Jeden może nie zgadzać się na nic – i ma do tego pełne prawo.

Każdy współwłaściciel ma natomiast prawo do korzystania z całej nieruchomości w zakresie, który nie utrudnia korzystania pozostałym. W teorii brzmi elegancko. W praktyce, gdy jedna osoba mieszka w domu, a pozostałe nie, ustalenie ,,zakresu korzystania” bywa źródłem ostrych sporów.

Co ważne – każdy współwłaściciel może sprzedać swój własny udział w nieruchomości bez zgody pozostałych. W praktyce jednak kupców na ,,jedną trzecią domu z lokatorami i dwojgiem innych właścicieli” jest niewielu. Takie udziały kupują zazwyczaj firmy skupujące nieruchomości problemowe – po cenach znacznie poniżej wartości rynkowej. To ślepy zaułek, który prowadzi do konfliktu lub strat finansowych.

Jakie kroki można podjąć przy współwłasności?

Gdy współwłaściciele chcą zakończyć ten stan, mają do wyboru trzy ścieżki. Różnice dotyczą ceny i poziomu wymaganej zgody między stronami.

Umowa u notariusza

To najszybszy i najtańszy sposób – pod jednym warunkiem: wszyscy są zgodni. Współwłaściciele muszą zgodzić się co do tego, czy nieruchomość ma trafić w całości do jednej osoby (ze spłatą lub wyrównaniem pozostałych), czy zostać sprzedana i podzielony zostanie przychód, czy może podzielona fizycznie na odrębne działki lub lokale. Jeśli wszyscy są zgodni, notariusz może przeprowadzić zniesienie współwłasności jednego dnia. Koszty to taksa notarialna zależna od wartości nieruchomości, plus ewentualne koszty geodety przy podziale fizycznym. Przy wartości nieruchomości rzędu 400 000 zł taksa wynosi kilka tysięcy złotych.

Sąd

Gdy zgody nie ma – a w Polsce przy dużych rodzinach i trudnych relacjach bywa to normą – pozostaje wniosek o sądowe zniesienie współwłasności. Może go złożyć każdy z współwłaścicieli, w dowolnym momencie – prawo to nie ulega przedawnieniu. Sąd preferuje podział fizyczny nieruchomości, jeśli jest on technicznie możliwy – na przykład wydzielenie działek albo ustanowienie odrębnej własności lokali. Jeśli fizyczny podział jest niemożliwy lub ekonomicznie nieracjonalny, sąd może przyznać nieruchomość jednej osobie z obowiązkiem spłaty pozostałych, albo – jako ostateczność – zarządzić sprzedaż licytacyjną i podział uzyskanej kwoty. Opłata sądowa od wniosku wynosi 1000 zł, a przy zgodnym projekcie podziału – tylko 300 zł. To jednak dopiero początek kosztów: dochodzą opłaty za biegłych, ewentualny geodeta, koszty pełnomocnika. Czas trwania sprawy przy braku zgody to od kilku miesięcy do… nawet kilku lat.

Podział spadku połączony ze zniesieniem współwłasności

Gdy współwłasność pochodzi ze spadku i wciąż nie przeprowadzono działu spadku, oba postępowania można połączyć w jedno – zarówno u notariusza (gdy spadkobiercy są zgodni), jak i przed sądem. To wygodne rozwiązanie, które eliminuje konieczność przedsięwzięcia odrębnych kroków i może znacznie skrócić cały proces.

Podatki – tego lepiej nie pomijać!

Zniesienie współwłasności ma swoje konsekwencje podatkowe i warto je rozważyć zanim cokolwiek zostanie podpisane. Kluczowa zasada jest następująca: jesli w wyniku podziału ktoś otrzymuje majątek o wartości równej jego udziałowi – nie ma podatku. Jeśli otrzymuje więcej (czyli wartość przyznanej części przekracza wartość jego udziału) – od nadwyżki może być należny podatek dochodowy lub podatek od czynności cywilnoprawnych.

Ważna jest też reguła pięcioletnia. Sprzedaż nieruchomości lub jej udziału przed upływem pięciu lat od daty nabycia wiąże się z koniecznością zapłaty 19% podatku PIT od dochodu ze sprzedaży. ,,Datą nabycia” jest w zależności od sytuacji: data otwarcia spadku, data działu spadku lub data zniesienia współwłasności – i właśnie ta kwestia bywa w praktyce najbardziej skomplikowana. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydaje w tym zakresie liczne interpretacje indywidualne, nierzadko zaskakujące podatników. Przed finalizacją podziału warto skonsultować się z doradcą podatkowym lub wstąpić o własną interpretację.